Link 26.06.2006 :: 16:58
Komentuj (6)
To był mocny tydzień...
Najpierw w zeszły weekend strachowy wypad do Lublina. Pierwsze od bardzo dawna szaleństwo podbarierkowe zamiast focenia eventu, zdążyłam już zapomnieć jak fajnie jest przeskakać cały koncert :) Chłop mnie obfocił przed i po, żeby uwiecznić to "wydarzenie".
Teraz w piątek strachowo w Katowicach na dachu instytutu fizyki. Uwielbiam focić kiedy warunki są tak zajebiste, że mogę spokojnie się pobawić ruską optyką :P Latałam po dachu i tylko zamieniałam miejscami heliosa i dwa jupitery :P
W sobotę wyczekiwany Tool w spodku z xero, adalkiem, karlosem i blurem. Miażdżący koncert, tylko dlaczego do cholery tak krótki? Jak to powiedział adalek, jak ktoś przyjechał na stopa ze Szczecina to ma święte prawo się wkurzyć, że tylko 1:40 grania i praktycznie zero kontaktu z publiką... Choć mimo tych usterek widać, że to zespół z najwyższej półki, miazga, całokształt dopracowany w najmniejszym szczególe, więc humory nam i po koncercie dopisywały. Przeżyliśmy atak chuja z marsa i rozpacz, bo się giotto skończyło, a zza okna przygrywał festyniarski zespół racząc nas "góralu czy ci nie żal" ;-)
Na niedzielę już nam powoli sił przestawało starczać. Urodzinowy gril Marty i Piotrka, Milimetr pilnujący kiełbasek, które i tak wszyscy mu wyjedli ;-) ale i tak okazaliśmy się najbardziej żywotni, bo przecież musieliśmy rozdziewiczyć paletki do badbingtona :P
a dziś zdycham... i jeszcze ten żar z nieba...
chyba w życiu tak długiej notki nie spłodziłam ;-)