Link 08.02.2007 :: 00:48
Komentuj (4)
Jeden w plecy...
Ta sesja mimo dosyć lekkich egzaminów jest mi wielką udręką. We wtorek zmaściłam egzamin z psychologii sądowej, jedyny do którego naprawdę sporo się uczyłam. Zrezygnowałam z opijania dyplomu mojego przyjaciela ze względu na ten popieprzony egzamin, to jednak nie była dobra decyzja... Trochę dobija wizja poprawki pod koniec lutego, ale przynajmniej na razie o tym nie myślę. W piątek ostatni egzamin, na szczęście niewiele do wrycia... Się uzbroiłam w ginko w tabletkach i próbuję sobie wmówić że to działa...
Jakby tego było mało, w domu w najlepsze trwa remont, cała łazienka wypruta flakami na wierzch, całe szczęście że mam w domu dwa kible... Po całym mieszkaniu ciągnie się ten syf, wszędzie pełno pyłu i oczywiście moja wszędobylska kota naznacza wszelkie powierzchnie po których raczyła się przejść. Zamiast ryć latam jak głupia ze szmatą i próbuję to wszystko jako tako utrzymać w ładzie...
Łapię się na tym, że wszystko robię automatycznie, nic mi się nie chce, taki totalny zastój, stan, którego nie cierpię chyba najbardziej ze wszystkich. Mamut na siłę mnie dziś wyciągnął do kerfura po jakieś cementy i inne ciulstwa i sobie w drodze przypomniałam jak lubię jeździć, byle gdzie, byle jechać, zapuścić jakąś fajną muzykę i po prostu połykać kilometry... Nie myślę wtedy o tym całym popieprzonym świecie, o tej kretyńskiej sytuacji która mnie otacza, o dobijającym braku perspektyw. Po prostu jadę.
Czas się wybrać na jakiś koncert, bo już na głowę dostaję, nawet nie mam pomysłu na żadne foty...
Najbliższy gig się szykuje Strachowy w Krakowie 24 lutego, chyba że się na happysad dzień wcześniej do Katowic uda wybrać. Od grudnia mam przerwę w koncertach, nie licząc focenia szantowej Atlantydy. To zdecydowanie zbyt długo jak na mnie, zaczynam być nieznośna...
Link 12.02.2007 :: 01:37
Komentuj (2)
posesyjne melanże
Poprawka dopiero 27.02, więc po egzaminach trzeba było odreagować. A jak już się melanżyć, to porządnie :]
W piątek przyjechał Helus po 3dniowym piciu w Cieszynie, plan był prosty: mleczarnia. Tego mi chyba było trzeba. Zebrała się konkretna ekipa: Komar, Redhot i kumple, Glina, Helus, Paweł, ja, no i mleczarniane towarzystwo.
Tradycyjnie obsadziliśmy piłkarzyki, potem przenieśliśmy się na parczesa double out. Po drodze Helus został uraczony reddsem sun, Gordian opowiedział jak wyrwał panią doktor na "funfla Grabaża", przekazał nam tajniki ciosu opóźnionej pięści, po czym rozpoczął z Komarem filozoficzne rozważania na temat wyższości hip-hopu nad pankrokiem. A potem Glina z Komarem obili nam dupy w piłkarzyki.
Tak się złożyło, że Widget tego dnia świętował urodziny, a Blady z wrodzonym taktem spytał mnie "eeee, a fryzjerka to najebana była?", zatem było grubo :]
W domu wylądowaliśmy coś koło 3, ostatnie co pamiętam, to jak z Helusem dywagowaliśmy na temat smaku serka Lazur.
W sobotę wybraliśmy się z Gliną pooglądać ziomów z Vavamuffin, zabawnie wyglądają na scenie, ale wymiatają niesamowicie. Światło w Wiatraku jak zwykle do bani, ale mimo to fajnie było znów wskoczyć pod scenę z aparatem.

Dziś już na spokojnie zwaliliśmy się Marcie do mieszkania, opychając się plackami ziemniaczanymi oglądaliśmy komedię o statku dla gejów ;-).
Uf. Czuję się pozytywnie zmęczona...
Link 17.02.2007 :: 00:42
Komentuj (2)
Takietam.
O tym, że porobiłabym jakieś zdjęcia, ale nie mam kiedy się z modelką umówić.
I w ogóle jakoś tak, czuję że stoję w miejscu.
I to takie ciulate trochę uczucie jest...
Link 19.02.2007 :: 23:58
Komentuj (2)
Nowy semestr
Nowy semestr na PiPsie. Jak zwykle czeski film, nikt nic nie wie, babka na zajęcia nie przyszła, pół dnia kiblowania Pod Rurą, drugie pół czekania na wpisy...
Że mi się jeszcze chce...
Link 22.02.2007 :: 00:09
Komentuj (2)
przeprowadzka
jakoś tak mnie wzięło i wreszcie przeniosłam się na wordpressa :)
z a p r a s z a m